Idzie ku lepszemu!
Wrócił z targów piwnych zmęczony i wkurzony.
To...
Pieprzony Operator z Piekła Rodem w Anglii #2
- Proszę usiądź Szymonie.
Komisja do spraw awansów jest dziś dziwnie
cicha. Zwykle jest znacznie bardziej hałaśliwa i pewna siebie. To musi oznaczać
dobre wieści.
- Szymonie, jak zapewne wiesz jest wolne miejsce na Starszego
Operatora w Centrum Komputerowym, po tym jak się wydarzył tragiczny wypadek pod
prysznicami dla personelu.
- Tak, to tragedia.
- To, jakim cudem znalazł
się tam elektryczny toster nie jest sprawą komisji. Naszym zadaniem jest tylko
znaleźć jak najszybciej zastępstwo. Zwykle na tak wysokie stanowisko bierzemy
kogoś z zewnątrz, ale po kilku wypadkach z systemem kontrolnym windy, nasza
krótka lista kandydatów...
- Straszne - westchnąłem. - Moje serce jest pełne
żalu po tragedii, już trzech kandydatów na Starszych Operatorów, których winda
pociągła w dół na śmierć... Zupełnie przypadkowo oczywiście...
- Co
dziwniejsze, dochodzenie wykazało, że winda spadała z przyspieszeniem większym
niż by na to wskazywała grawitacja. Ale pewnie się już nie dowiemy jak to było,
po tym jak wybuchł pożar w pokoju kontroli...
Może jestem trochę przeczulony,
ale wydaje mi się, że mają jakieś opory w stosunku co do mojej osoby. Niektórzy
członkowie komisji, chyba mają jakieś problemy z podjęciem decyzji czy powinni
wesprzeć interesy uczelni mianując mnie na Starszego Operatora, czy też być
zamieszanym w kolejny śmiertelny wypadek na naszej uczelni. Koniec z tymi
głupotami, pora przejść do sedna sprawy.
- Tak więc w końcu, odsuwając na bok
wszystkie przypuszczenia, chcecie abym wziął na siebie stanowisko Starszego
Operatora...
- Emm... - powiedział przewodniczący, rozglądając się wokół w
poszukiwaniu wsparcia. - ...Tak.
- W porządku, zgadzam się. W ramach większej
odpowiedzialności będę potrzebował podwyżki o kilka tysięcy i kolejny tysiąc za
przeprowadzkę...
- ALE TO TYLKO DWA BIURA OBOK!!!
- Dobra myśl. Kolejne
DWA tysiące za przeprowadzkę i nowe umeblowanie w biurze. Skórzane fotele
będą dobre. Aha i ekspres do kawy.
Wstałem.
- To już chyba wszystko, więc
wrócę do pracy.
Wyszedłem do pokoju kontroli w trakcie, gdy komisja zaczęła
swoje mamrotanie.
Jako, że się zbliża już koniec mojej pracy (już
piętnasta), zabezpieczyłem dyski użytkowników przed zapisem i rozpocząłem
jednominutowe odliczanie do zamknięcia systemu. Dzwoni telefon.
- Nie mogę
zapisać mojej pracy - szlocha mi głos ze słuchawki.
- Proszę spróbować
jeszcze raz...
- Ale, system mi nie pozwala, czy nie da się wstrzymać
zamknięcia systemu?
- Chciałbym, ale jest ustawione bez możliwości odwołania.
Nie wiadomo, co by się mogło stać, gdybym je przerwał, moglibyśmy stracić, całą
pańską pracę...
- Eee... - Prawie słychać jak mu się kręcą trybiki -
Emm...
Odwieszam słuchawkę, chyba jednak się dokręciły...
Zamknięcie
systemu się zakończyło, więc zrestartowałem system. A żeby mieć jeszcze trochę
zabawy z sieci, poprzepinałem wtyczki terminali personelu studentom i na odwrót.
Tak jak podczas wielkiego załamania w '91.
Następnie wybrałem losowy list
z pudła z zażaleniami jako ofiarę tygodnia "Zewnętrznej Eksploracji" i
skasowałem wszystkie pliki autorowi.
Zdecydowałem, że czas na coś nowego.
Wyrwałem słuchawkę z telefonu serwisanta i poszedłem do pokoju, w którym są
wszystkie łączenia kabli i zacząłem podsłuchiwać rozmowy.
Większość z tego to
nic nie warte śmieci, ale podsunęło mi to pewien pomysł. Przepuściłem to
wszystko przez rozpoznanie głosowe w poszukiwaniu słów takich jak moje imię (dla
celów bezpieczeństwa), ofert seksualnych itp. Daje to pewne
możliwości...
Dzwoni użytkownik.
- Ach witam, czy może mi pan podać
moje hasło? - pyta.
- Przykro mi - powtarzam to już chyba po raz milionowy -
ale hasła są zakodowane w systemie i znacznie prościej jest dla mnie zmienić
panu hasło, niż szukać tego, które jest w tej chwili. - (Wszystko gówno prawda,
bo wiem, jakie ma hasło. Program do zmian haseł, przeszedł pewną "domową"
modyfikację, z którą twórcy programu pewnie się nie liczyli.)
- Aha, w
porządku. To proszę mi je zmienić na 'pustynia', takie miałem poprzednie
hasło.
- Ponownie mi przykro, ale nie możemy zmieniać hasła na takie, które
nam podają użytkownicy. To by naraziło na szwank nasze zasady
bezpieczeństwa.
- Więc czy może mi pan podać nowe hasło?
- Pewnie, może
być 'pustynia'?
- Co? ... Aha, OK., może być.
Odwieszam słuchawkę. Oni
też. Po 10 minutach znowu telefon.
- Czy zmienił mi już pan hasło?
-
ZMIENIŁ hasło? Przecież przed chwilą prosił pan o podanie nowego hasła, a
nic o jego zmianie.
- Ale... Emm... Dobrze, czy może pan je zmienić na
'pustynia' jak prosiłem?
- Przykro mi, ale nie mogę. To by naruszyło nasze
zasady bezpieczeństwa, jak już panu mówiłem. Jeśli znał bym pańskie hasło, to
mógłbym się zalogować na pańskie konto i nic by pan o tym nie wiedział, czyż
nie?
- No, tak...
- A jeśli by się tak stało, to pańskie dane zostały by
zagrożone, czyż nie?
- Emm... no tak, przypuszczam, że tak.
- Więc innymi
słowy, jeśli dwie osoby znają hasło dostępu do konta, to bezpieczeństwo jest co
najmniej społowione, czyż nie?
- Tak, chyba ma pan rację.
- Oczywiście, że
mam rację, jestem OPERATOREM. I mogę też nie mieć racji, jeli tylko
zechcę.
- Eee... - nie wie co odpowiedzieć. Mięczak.
- No dobrze. - mówię,
żeby przełamać napięcie - zmienię panu hasło.
- Świetnie, dziękuję.
- Bez
obaw. Żegnam.
- Dow... >stuk< (odkładanej słuchawki)
Oddzwonił.
-
Ale pan mi nie podał hasła!
- Oczywiście, że nie. Przecież przed chwilą
zgodziliśmy się co do tego, że jeśli dwie osoby znają hasło to jest to
niebezpieczne, czyż nie?
- To w sumie tak, ale...
- Żadnych ale.
Bezpieczeństwo to bezpieczeństwo. Żegnam...
To już taka specyfika tej
pracy. To nie przychodzi łatwo, trzeba nad tym POPRACOWAĆ.