...Pieprzony Operator z Piekła Rodem obchodzi święta 1995...
Dzień dziś bardzo spokojny po tym jak się zrobiło zwarcie na kablu sieciowym.
Nie wygląda na to, by ktoś wiedział co się dokładnie stało, po za tym, że sieć
padła.
W sumie to wszystko się dziś dzieje raczej powolutku. Tak powoli,
że udało mi się znaleźć trochę czasu dla naszych pracowników, żeby im powiesić
na ścianie portret szefostwa, który będzie ich inspirował do lepszej pracy oraz
podbudowywał ich na duchu. Oczywiście używanie pistoletu na kołki do zawieszenia
zdjęcia jest może lekką przesadą, ale w ścianie była przeszkoda, przez którą nie
można się było przebić zwykłym gwoździem. Przeszkoda, która przypadkowo
wyglądała jak gruby kabel sieciowy.
Mam nadzieję, że szybko znajdą
uszkodzenie.
W międzyczasie zabijam nudę ożywiając krasnoludki w biurach.
No wiecie te krasnoludki, które podkradają prezenty typu: butelki wina z
podpisem "W podziękowaniu", jakieś świąteczne paczki żywnościowe itp., od
wdzięcznych użytkowników. Nikt raczej nie zgłosi ich zaginięcia, bo równałoby
się to z przyznaniem, że nie przekazało się ich szefowi do "równego" podziału
między wszystkich.
Siedzę więc sobie w biurze pana Brown-Nose, a tu nagle
zadzwonił telefon. Co mi tam, w końcu to święta Bożego Narodzenia, czas zakopać
topór wojenny i pomóc użytkownikom.
- Halo.
- Jak długo nie będzie
działać sieć?
- Myślę, że tylko kilka dni.
- Ale ja muszę poprawić faktury
na jutro!!
- Niestety to niemożliwe. Przykro mi, powinien pan o tym pomyśleć
wcześniej. Tak szczerze mówiąc, to nie możemy sobie pozwolić na dotowanie
pańskich pomyłek i braków w kasie.
- A...
- Żadnych ale, może i co jeśli.
To pańska wina.
- Czy wie pan kim ja jestem?
- No cóż, identyfikacja
numeru pokazuje, że nazywa się pan Charleston, główny księgowy zresztą. No i
muszę przyznać, że głos przypomina mi liczykrupę i mięczaka, typowego
biurokratę, który bardzo potrzebuje dziesięciu minut spotkania sam na sam ze
zszywaczem i ze mną.
- Co?
- Ogłuchłeś czy co, ty wymiękły
liczykrupo?
- Jjj... jaa... - wybełkotał
Topór wojenny DOBRZE
zakopany. Odwieszam słuchawkę. Już miałem wyjść, gdy zauważyłem, że właściciel
biura zostawił uprzywilejowaną sesję na ruterze. Szybkie klikity klik i ruter
się zresetował zgodnie z "zapomnianym" przez niego planem. Szybkie piszu pisz i
na jego biurku pojawia się notka, że to właśnie miał zamiar zrobić.
Pięć
minut później jestem już w sali komputerowej. Wrzucam moje łupy do pudełek po
starych 12 calowych dyskietkach. Zostawienie dyskietek rozrzuconych wokół
zwróciłoby tylko niepotrzebną uwagę i podejrzenia, wyrzucam je więc do kosza,
gdzie powinny już trafić lata temu. No może jedynym usprawiedliwieniem na to, że
nie zostały wyrzucone było to, że mają na sobie jakieś cenne
dane.
Zadzwonił telefon operatora i czuję się zobowiązany moją
przeszłością odebrać. Poza tym operatorzy słyszeli pogłoski o tym, że w
piwnicach instalują 48 dyskietkowe oprogramowanie i pobiegli tam z przenośną
niszczarką dyskietek. Jeśli dobrze ich nauczyłem (a raczej tak się stało), to
wykasują tylko dyskietkę 47, pod pretekstem analizy anomalii
magnetycznych...
- Czy to operator?
- Tak. - małe kłamstewko chyba nie
zrobi dużej szkody
- Mam mały kłopot. Mój profesor uruchomił na swoim
komputerze jakieś licencjonowane oprogramowanie i wyszedł. No i nie mogę
pracować na komputerze.
- Tak?
- No i chciałbym zapytać, czy można coś na
to poradzić?
- Jaki to komputer.
- Apple Macintosh.
- Rozumiem. Wiele z
tego oprogramowania jest osadzona na sieciach komputerowych...
- Czyli jeśli
go odłączę od sieci to ciągle będzie działał?
- To spowodowało by
"Nieistnienie Odzwierciedlenia Licencji" na sieci. A chyba pan tego nie
chce?
TRYB GŁUPOLA WŁĄCZONY
- Nie, raczej nie.
- No pewnie. Więc teraz
idź do biura profesora, przeciągnij dokumenty na jakich pracuje do kosza, co
porzuci licencję, nad którą teraz pracują. Potem zamknij aplikację. Potem
OPRÓŻNIJ KOSZ wymuszając porzucenie licencji i uruchom ponownie
aplikację.
- Ale czy to nie...
- Skasuje plików? Oczywiście, że nie. Czy
pliki na dyskietce się kasują, gdy przeciągniesz dyskietkę na kosz?
Nie!
Od tłumacza: Na Mac'u to normalny sposób na wyciągnięcie dyskietki ze
stacji.
- Aha. W porządku, dzięki.
- Bez obaw. I pamiętaj o tym, żeby
zostawić notkę na biurku profesora mówiącą o tym co zrobiłeś, tak na wszelki
wypadek, gdyby też mieli problemy z licencją.
- Aha. Ok.
Misja
Zakończona. Idę sprawdzić choinkę. No pewnie, że lampki są tanie, ale za to z
serii tych podpinanych bezpośrednio do gniazdka. Wlewam do kubka szefa trochę
kawy i wody, po czym napełniam zlew gorącą wodą z mydłem.
Kilka minut później
szef wchodzi zrobić sobie kawę. Zauważył, że kubek jest brudny i poszedł do go
umyć. Chwilę później choinka niebezpiecznie ustawiona na swojej podstawce,
przewraca się, zrzucając kilka kolorowych żarówek do wody.
Awans na wolne
miejsce wydaje się zbliżać...